Quebrada de Humahuaca

40 kilometrów na północ od San Salvador de Jujui ciągnie się wyżłobiony przez rzekę Rio Grande kolorowy wąwóz Quebrada de Humahuaca. W otoczeniu przedziwnych różnokolorowych form geologicznych położonych jest kilka miasteczek i wsi, których początki sięgają jeszcze czasów prekolumbijskich co wyraźnie odznacza się w ich architekturze oraz miejscowej kulturze.

Cel naszej przedświątecznej podróży nie został obrany przypadkowo. Po pierwsze – planowaliśmy zdobyć odpowiednią aklimatyzację przed wjazdem na wyżej położne tereny Salinas Gradesn czy Boliwii, a położona na 3000m.n.p.m. Humahuaca wydała się być odpowiednia na kolejny jej etap. Ponadto Humahuaca skusiła nas swoim klimatem i kulturą, ponieważ w przeciwieństwie do niżej położonych miejscowości nie ucierpiała od najazdów mieszkańców hiszpanów i bardzo silnie widoczna jest tu obecność rdzennych mieszkańców tych terenów – czyli Indian Kolla, którzy stanowią ich większość. Miejscowość ta niegdyś byłą ważną stacją na nieistniejącej dziś  trasie kolejowej do Boliwii. Miasteczko,  podobnie jak inne w tej okolice, zabudowane jest niskimi domami z niewypalanej cegły, gliny i drewna kaktusów stojących wzdłuż brukowanych kocimi łbami uliczek.

W Wielka Sobotę wykonaliśmy szybki przejazd przez wąwóz, aż do miejscowości Humahuaca, w której zamierzaliśmy spędzić Święta w wynajętym domu o nazwie „Polska”. Jak się później okazało – jego właściciel miał polskich przodów, niestety nie udało nam siew nim spotkać.

Po drodze do „naszego” domku, zostaliśmy skuszeni na wielkosobotnia uczę w postaci przydrożnego assado (argentyński grill) z koziną w roli głównej. Argentyńczycy, jako mistrzowie w sprawianiu mięsa, a już w szczególności na assado, spisali się i tym razem. Trzeba jednak zaznaczyć, że sekret argentyńskiego assado to nie tylko sposób jego przyrządzania, ale i jakość dostępnego tu mięsa – o tym jednak innym razem.

Podczas świąt – pomiędzy mazurkami, jajkami i przepysznym assado, tym razem przyrządzanym przez Andrzeja z obłędnych ilości wołowiny – zwiedziliśmy zarówno samą Humahuacę (a w szczególności indiański bazar) jak i okolice: Tilcarę i położony obok Garganta del Diablo (Diabelski Wąwóz), Purmamacę, oraz odległe o 24 od Humahuaci wzgórzę14 kolorów. To ostatnie – położone na wysokości 4600m.n.p.m. stanowiło nasz kolejny punkt aklimatyzacyjny.

Autor: Kaja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *